27.11.12

Szampon koloryzujący Marion nr 53 Kawowy Brąz

Niedawno rozpływałam się w zachwytach nad moją ulubioną farbą Casting Creme Gloss od L'oreala, zapowiadałam jednak, że mam zamiar wypróbować saszetkę z szamponem koloryzującym od Marion i tak też zrobiłam. Chciałam odświeżyć swój kolor, aby spokojnie doczekać z farbowaniem do świąt. Minęły już prawie 2 tygodnie więc myślę, że czas na ocenę.

Szampon ma dość gęstą konsystencję, przypominającą bardzo gęstą polewę czekoladową z mieniącymi się drobinkami. Fajnie wygląda i oczywiście brudzi wszystko wokół, szczególnie gdy ma się tak zgrabne ruchy jak ja. Na szczęście łatwo idzie domyć każdą zachlapaną powierzchnię :)

Sama aplikacja nie nastręcza kłopotu. Szampon nałożyłam na umyte i wilgotne włosy ( zgodnie z zaleceniem producenta ), masowałam włosy aż wytworzyła się gęsta piana. Starałam się robić to jak najdokładniej, aby dotarła w każdy zakamarek mojej kręconej szopy. Jedna saszetka spokojnie starczyła na całe włosy.

Szampon postanowiłam trzymać 45 minut aby uzyskać trwałość do 8 myć. Szampon nie spływał z włosów, więc spokojnie mogłam zająć się jedzeniem, sprzątaniem itd.

                    
                     Saszetka

Konsystencja i dołączone rękawiczki


Problem pojawił się przy zmywaniu szamponu. Włosy były tak tępe ( tak to najlepsze określenie ), że zupełnie nie ślizgała się po nich ręka. Zbiły się w zwartą strukturę i byłam przekonana, że koloryzacja skończy się totalnym sianem na głowie. Natychmiast nawaliłam na nie sporą porcję Biovaxu Latte i posiedziałam z nim ok. 20 minut. Tym razem włosy były już mięciutkie, miłe i łatwo dały się spłukać.

Po tej niewątpliwej chwili grozy wgniotłam w wilgotne włosy jeszcze odżywkę w piance milk shake firmy Z. One ( o której napiszę innym razem ), aby mieć pewność, że będą dobrze nawilżone  i jak zwykle pozwoliłam im samym wyschnąć.
Okazało się, że prezentują się naprawdę nieźle. Przede wszystkim dostały mega kopa w objętość. Wszyscy pytali się co mi się stało, że mam tyle włosów i to w dodatku tak ładnie skręconych.
Szampon ujednolicił kolor włosów, odrosty stały się znacznie mniej widoczne i ogólnie wyglądały zdrowo i sympatycznie.
Choć nigdy nie miałam wybitnego przekonania do szamponetek to muszę przyznać, że z efektów jestem zadowolona. Po dwóch tygodniach nadal odrosty są mniej widoczne, a same włosy miękkie, lśniące i wcale nie przesuszone. Nawet końcówki dobrze zniosły zabieg.
Niestety nie wiem jak szampon sprawdza się w koloryzacji włosów naturalnych, bądź w bardziej radykalnych zmianach. Uważam jednak, że do odświeżania koloru bądź jego wyrównywania jest naprawdę dobrym produktem za sympatyczne pieniądze.
Za 40 ml zapłacimy ok. 4 zł. Ja trafiłam na promocję w Naturce i kupiłam jedną na zapas - myślę, że kiedyś jeszcze się przyda.
Jeśli macie podobny problem z dotrwaniem do świąt bez farbowania to myślę, że szampon koloryzujący z Marion może ułatwić Wam sprawę :D

SKŁAD

12 komentarzy:

  1. jaki loczki cudne !
    zawsze takie chciałam mieć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj chętnie bym się z Tobą podzieliła :)

      Usuń
  2. Wiesz co, na takich pięknych włosach to i zielony byłby fajny!:) Ja już nie farbuję swoich kłaczków od kilku lat. Zejść z farby pomogła mi Henna i można jej użyć też jak szamponetki:)

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo ładny kolor:) może, jak będę wracała do ciemnych kiedyś, to z pomocą tej farby;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plus za to, że jest naprawdę dość delikatna :)

      Usuń
  4. hmm warte zastanowienia...zwłaszcza w tym przedświątecznym okresie kiedy nie ma czasu na fryzjera:)włosy prezentują się wspamianle:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ! No właśnie też traktuję taką koloryzację awaryjnie :)

      Usuń
  5. Cudnie teraz wyglądają Twoje włosy!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie farbowałam włosów. :) więc myślę, że taka szamponetka by się nie przydała. :D
    Piękne włosy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj zazdroszczę, choć lubię się jako brunetka to czasami naprawdę nie chce mi się już ich farbować.

      Usuń

Copyright © 2017 Kaczka z piekła rodem