9.9.14

Antycellulitowy scrub do ciała EcoSpa by Smykusmyk + małe wyjaśnienie zaginięcia w akcji :)

Dzisiejszy post powinnam zacząć od przeprosin - cisza, która ostatnio zapadła na wyjątkowo długi jak na mnie okres wynikała z ogromu zdarzeń i zmian w moim życiu. Wracając z pracy, w której 8 godzin non stop siedzę przed komputerem sprawia, że w domu drażni mnie nawet dźwięk radio czy telewizji, a co dopiero patrzenie się w monitor. Ponadto czas również nie był moim sprzymierzeńcem - 5 września stuknęło mi ćwierćwiecze i dochodzę do wniosku, że faktycznie pędzi on dwukrotnie szybciej niżbym tego chciała. Na szczęście w weekend postanowiłam trochę zwolnić, razem z moim najdroższym wybraliśmy się na weekend do Kazimierza Dolnego, z którego przywiozłam wspomnienia na całe życie :) Postaram się powoli nadrobić zaległości więc i na małe wspomnienia przyjdzie czas.


Teraz jednak chciałabym napisać o kosmetyku, którego próżno można szukać na sklepowych półkach, ale za to możecie zrobić go same lub poprosić Patrycję o pomoc - kto jak kto, ale ona na ręcznej robocie zna się jak mało kto ( bez skojarzeń please :).


O tym, że jestem wielką fanką konkretnych zdzieraków wiecie zapewne już od dawna, gdy więc przeczytałam u Smykusmyka recenzję i sposób przygotowania antycellulitowego scrubu to od razu zapragnęłam go mieć. Traf chciał, że szczęście się do mnie uśmiechnęło i wygrałam go w rozdaniu. Tego samego dnia, gdy scrub do mnie dotarł zabrałam się testy. Mój facet oczywiście pierwszy musiał zajrzeć do odkręconego słoiczka - jego oczom ukazała się zgniłozielona, intensywnie pachnąca papka przypominająca kąpiel potwora z bagien. Gwarantuję wam, że mina ( faceta, nie potwora ) była bezcenna, gdy powiedziałam, że będę się tym smarować :)


Scrub przywędrował do mnie w wygodnym, zakręcanym słoiczku. Jego konsystencja jest dość rzadka, bo cukier i algi ( Alga ulva i Laminaria digitata ) skąpane są w oleju sojowym i oleju winogronowym. Aplikacja nie sprawiała mi jednak wybitnych problemów, na wilgotnej skórze drobinki dobrze się rozprowadzały i pozwalały na długi masaż.

Moim zdaniem kosmetyk naprawdę dobrze złuszcza martwy naskórek, jest skuteczny, ale jednocześnie nie podrażnia skóry. Bogactwo olejków sprawia, że po kąpieli i peelingu nie muszę już smarować ciała balsamem czy masłem. Skóra jest świetnie wygładzona, ale jednocześnie nawilżona.


Początkowo najbardziej obawiałam się zapachu - wiem, że algi potrafią strasznie śmierdolić. Owszem, w scrubie nie unikniemy rybiej mgiełki, ale jest ona zminimalizowana i gwarantuję, że wszystkie koty z okolicy nie zaczną urządzać Wam arii pod oknami :)

Skład to sama natura - cukier, olej winogronowy, olej sojowy, algi ( wymienione wyżej ) i ewentualnie kilka kropli aromatu.

Moja skóra polubiła się z tym scrubem, a idea hand-made podoba mi się tak bardzo, że jakiś czas temu kupiłam moździerz i zbieram się wreszcie do swojego pierwszego zamówienia na półprodukty z EcoSpa. Aż chce się kręcić!

A jaki jest Wasz stosunek do kosmetyków samorobionych - kuszą czy nie koniecznie?

26 komentarzy:

  1. Bardzo lubię kosmetyki hand made ale przede wszystkim cenię osoby, które zajmują się ich przygotowaniem!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - ja też podziwiam za inwencję, chęci i w ogóle cierpliwość :)

      Usuń
  2. Niektóre rzeczy sama robię inne wole kupic jednak ja używam tylko peelingów do ciała nic ostrzejszego gdyz zawsze po użyciu czegos mocniejszego robię sie cała w plamach pozdrawiam serdecznie .G.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ja takie ostrzejsze zdzieraki też preferuję raczej do nóg, resztę ciała traktuję nieco łagodniej :)
      buziaki :)

      Usuń
  3. Wygląda... paskudnie :D Ale nie o wygląd tutaj chodzi ;) Ja często sobie kręcę domowe peelingi :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zazwyczaj robiłam taki z fusiatej kawy, ten to jednak wyższy level :)

      Usuń
  4. Wygląd nie zachęca do używania ale ważne, że jest to mocny zdzierak! ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. o kurczee nie lubie robic swoich kosmetykow ale na takie cos byum sie pokusila ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ja jestem strasznym leniuchem, ale jak widzę jakie cuda tworzą inni to aż chce się spróbować :)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Hmmm... nie wali rybą, ale pachnie specyficznie, intesywnie, trochę dziwnie, ale nie uciążliwie. Nie wiem czy moja wersja była zaperfumowana, ale w każdym razie spodziewałam się, że będzie gorzej :)

      Usuń
  7. Wygląda nieciekawie, ale skoro działa, wygląd schodzi na daleki plan :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj wygląd " na żywo " mnie trochę zszokował, ale działanie jest tak fajne, ze naprawdę nie zwracam już uwagi na to, że przez moment wyglądam jak potwór z mokradeł :)

      Usuń
  8. Wyglada fatalnie pod wzgledem kolorystycznym ;) dobrze, ze dzialanie ma takie jakie powinien miec!

    Nigdy nie mialam okazji "sprobowac" kosmetykow samorobionych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda się jak potwór z bagien ale warto :) Ja takie domowe maseczki z banana, twarożku czy peeling z kawy to robiłam, ale nie weszłam na wyższy level :)

      Usuń
  9. Moim zdaniem wygląda i zapowiada się cudownie ten zdzieraczek :) Nie mam chyba talentu do robienia kosmetyków sama (chociaż w sumie jeszcze nie próbowałam) ale aż zachciało mi się go ukręcić ;) Muszę spojrzeć koniecznie na przepis. Zachęciłaś mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ja też im bardziej patrzę na dzieła innych tym bardziej sama chciałabym wreszcie spróbować coś ukręcić sama :)

      Usuń
  10. Uwielbiam produkty domowej roboty, albo chociaż ulepszać półproduktami to, co już mam :) Taki scrub wygląda niezbyt zachęcająco, ale brzmi super. Ja również uwielbiam mocne zdzieraki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja najbardziej lubię gdy ktoś mi zrobi :) Ale generalnie idea hand made bardzo mi się podoba i sama mam zamiar zacząć wreszcie kręcić :)

      Usuń
  11. Kosmetyki dziewczyn są fantastyczne!
    Miałam kilka dla Juniorka - super :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jak na razie znam tylko ich woski, ale spokojnie mogą konkurować z YC :)

      Usuń
  12. No pewnie, że kuszą! :) Nie ma nic lepszego od peelingu na oleju ♥.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie powiem kosmetyki samorobione są bardzo kuszące jednak mam póki co obawy przed ukręcaniem takowych- ale tym scrubem mnie zainteresowałaś. Wiem co znaczy pracować 8 godzin przed kompem + dodatkowo kurs angielskiego po pracy i jeszcze studia podyplomowe chce mi się robić sama podziwiam siebie że plan działania ułożyłam tylko czy podołam :/

    OdpowiedzUsuń
  14. Ostatnio coraz bardziej przepadam w handmade'owych produktach!

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2017 Kaczka z piekła rodem