19.10.14

Wielowymiarowo: makijaż z KOBO Golden Rose nr 205 i CATRICE C'mon Chameleon! 410

Na kursie prawa jazdy, lata świetlne temu, pan instruktor mówił mi, że mam strasznie ciężką nogę bo notorycznie przekraczałam prędkość... Po latach dochodzę do wniosku, że nie tylko nogę, ale i rękę mam ciężką, bo choćbym nie wiem jak się starała to nigdy nie umiem stworzyć delikatnego makijażu. Pracuję więc usilnie nad tym, aby moja ręka straciła na wadze, a makijaż zyskał na lekkości. Zatrudniłam do pomocy odpowiednie cienie, a pewien duet gości u mnie szczególnie często - CATRICE C'mon Chameleon i KOBO Golden Rose. Na pierwszy rzut oka wcale mi się nie podobały - taki nijaki brudas i róż, którego w makijażu unikam. Ciekawość zwyciężyła, a spostrzeżenia i efekt możecie podziwiać nieco poniżej.


Zacznę od cienia marki Catrice. Pierwszy raz usłyszałam o nim chyba u Maxineczki, szukałam i szukałam, ale w mojej Naturce długo był niedostępny. W końcu go dopadłam i w pierwszym momencie doznałam zawodu. Szaro-bury kolor, w sztucznym świetle, w opakowaniu nie mogłam się dopatrzeć tego efektu wielowymiarowości. Była jednak promocja, więc zaryzykowałam.

ZNAJDŹ MNIE JEŚLI POTRAFISZ :)
Przezroczyste opakowanie mieści 2 gramy kosmetyku. Samo opakowanie jest wykonane z dobrego, grubego plastiku zamykane na klik - mój klik niestety odpadł :/


Konsystencja typowa dla satynowych cieni - dobrze zmielony, dobrze sprasowany, łatwo się aplikuje i rozciera. Sama pigmentacja również na dobrym poziomie - jak na cień kosztujący ok. 10 zł naprawdę nie mam mu nic do zarzucenia. Zawsze używam go na bazie, więc nigdy nie zdarzyło mi się, aby zbierał się w załamaniu, czy gasł pod wpływem czasu.


W czym więc taki największy bajer? Otóż ten cień to faktycznie kameleon! Brąz, szarość, podtony zieleni i błękitu? Kurczę, można w nim znaleźć to wszystko. To jest cień, który nałożony na całą powiekę solo spokojnie zrobi za nas cały makijaż! Jak gdyby sam w sobie się cieniuje.  Wszystko zależy od kąta padania światła. Super sprawa, gdy mamy naprawdę mało czasu do wyjścia.


Kolejny, wielowymiarowy cień to kolor Golden Rose z CATRICE. Golden Rose i wszystko jasne - złota róża to idealne nazwa dla tego cienia. Małe, czarne, zakręcane opakowanie mieści w sobie X gram kosmetyku - niestety producent nas o tym nie informuje. Cienie jednak kupuję po to, aby ich używać - nie zużywać, więc gramatura zwykle naprawdę mnie nie interesuje.


Konsystencja produktu jest dość specyficzna, jest z pewnością grubiej zmielony nić Catrice, a w dotyku jak gdyby lekko wilgotny i kremowy. Pigmentacja jest dobra, choć róż gaśnie nieco szybciej pozostawiają zdecydowaną, złotą poświatę. Generalnie jednak nie mogę narzekać na jakość, a jest ona adekwatna do ceny - ok. 15 zł.


Podobnie jak w przypadku kameleona, golden rose to niejednoznaczny kolor. W zależności od kąta padania światła, a także jego temperatury widzimy albo słodki róż, albo różowo-złocisty cień, albo czyste złoto. Sam cień genialnie sprawdza się również w roli rozświetlacza na ciało czy jako świetlisty róż na policzki - coś w stylu Narsa Orgasm, ale oczywiście trzeba go mega dobrze rozetrzeć co udaje się bez najmniejszego problemu.
W wersji solo ja akurat bym się na niego nie skusiła, bo w czystym różu nie czuję się dobrze. W duecie z czymś mocniejszym tworzy jednak fantastyczną kombinację.


Niestety mam średnio udane zdjęcia makijażu, ale może uda się coś dostrzec :)




Macie w swoich zbiorach takie wielowymiarowe kosmetyki?
Miłej niedzieli :*

20 komentarzy:

  1. Kameleona kocham (zostały mi już smętne resztki w opakowaniu ;( ) ale od Golden Rose Kobo wolę metaliczny cień Essence :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja metalików z Essence jeszcze nie miałam, ostatnio kompletuję matowe cienie, bo tych błyszczących mam aż nadto :)

      Usuń
  2. Kobo w odcieniu Golden Rose uwielbiam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też go bardzo polubiłam choć początkowo miałam bardzo mieszane uczucia :)

      Usuń
  3. Mimo, iż sam w sobie golden rose mnie wręcz odrzuca, to tutaj pięknie wygląda:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja na początku też nie miałam przekonania bo nie lubię różu na oczach :)

      Usuń
  4. Kobo Golden Rose bardzo lubię, idealny pod czarną krechę :D
    a ten z Catrice też mi się podoba!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kameleon jest faktycznie niesamowity, tak wielowymiarowy, ze naprawdę ciężko jednoznacznie określić jaki to kolor :)

      Usuń
  5. bardzo ładne kolorki :)
    muszę w końcu też kupić coś ładnego dla siebie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za mną też chodzą nowe cienie, ostatnio kupiłam kilka w inglocie, ale kurczę ciągle to nie do końca to co bym chciała :)

      Usuń
  6. Bardzo ciekawe te cienie ja takich 'kameleonów' w swoich zbiorach niestety nie posiadam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja skusiłam się tak w sumie dla zaspokojenia ciekawości, potem okazało się, że to naprawdę udany produkt :)

      Usuń
  7. Myślałam, że one takie bardzo iskrzące będą. Te cienie. Tymczasem Golden Rose na oczach wygląda fantastycznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No na szczęście nie bo nie wiem czy takimi iskrzącymi potrafiłabym się umalować :)

      Usuń
  8. Cinie Kobo mam na swoje liście, musze uzbierac kolekcję :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kolory fajne, ale Twoje rzęsy i brwi - wymiatają! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Ale brwi nie do końca lubię - takie krzaczory :)

      Usuń

Copyright © 2017 Kaczka z piekła rodem