6.11.14

Indie i Maroko - Planeta Organica maski do włosów: ajurwedyjska, złota i czarna, marokańska

Wiem, że powtarzam się już któryś raz, ale jeśli ktoś jeszcze nie wie to przypominam, że kocham maski do włosów. W zasadzie dopiero od niedawna przekonuję się do balsamów i odżywek. Wcześniej w zasadzie towarzyszyły mi jedynie maski. Nie ukrywam więc, że gdy w swojej paczce ambasadorskiej od Kaliny natrafiłam na ajurwedyjską, złotą maskę do włosów to bardzo się ucieszyłam. Z Planeta Organica zdążyłam już bardzo dobrze poznać maskę marokańską, więc liczyłam na zadowalające efekty.


Zacznę może od cech wspólnych oby produktów. Obie maski zamknięte są w wygodnym, plastikowym, zakręcanym słoiku, z którego łatwo nabiera się produkt. Plus za przezroczysty dół - łatwo możemy kontrolować zużycie produktu. Myślę, że nie skłamię jeśli powiem, że konsystencja każdego z kosmetyków jest praktycznie identyczna - gęsta, treściwa niczym stygnący budyń. Nie sprawia jednak najmniejszego problemu z nakładaniem, szybko pozwala pokryć całe włosy nie spływając z nich i nie tworząc skorupy. Od strony użytkowej nie mam im nic do zarzucenia, a przyjemne opakowanie cieszy oko i jest funkcjonalne.


Czarna, marokańska maska od Planeta Organica zdecydowanie wyróżnia się nie tylko swoim specyficznym, "błotno-zielonym" kolorem, ale i zapachem. Ja nie wiem co ja ostatnio mam z męskimi zapachami, ale ona serio pachnie niczym klasyczna, męska woda kolońska. Zapach jest intensywny i długotrwały, w połączeniu jednak z zapachem włosów daje naprawdę przyjemny aromat, szczególnie gdy ktoś lubi takie zapachy, a ja jestem ich amatorką.


Producent reklamuje ją jako specyfik przeciw wypadaniu włosów. Używając jej co prawda nie zauważyłam takiego działania, ale w tym samym czasie przechodziłam kurację Priorinem Extra, więc powiedzmy, że nie podejmuję się oceny pod względem stymulowania włosów przez maskę.


Śmiało jednak mogę stwierdzić, że moje suche, z natury kręcone włosy się z nią polubiły. Nie mogę jednak z nią przesadzać i stosować po każdym myciu, bo moje włosy stają się przeciążone.
Generalnie jednak maska wspaniale nawilża włosy, po takiej porcji pielęgnacji czupryna jest niesamowicie mięsista, miękka i podatna na układanie. Mam wrażenie jakby włosy podwoiły swoją grubość. Nie puszą się i nie stroszą, są raczej dociążone i ujarzmione. 


Na uwagę jak zwykle zasługuje skład - nie przepadam co prawda za sformułowaniem "Aqua with infusions" bo nigdy nie wiem ile naprawdę tych "infusions" w tej "aqua" było. Nie można jednak odmówić jej bogactwa użytych składników - poza głównym "pielęgnatorem" czyli olejkiem arganowym mamy w niej olejek z Neroli, ekstrakt z lauru ( tak, tego od liści laurowych ), oliwę z oliwek, olejek eukaliptusowy, olejek lawendowy, olejek z lebiodki czyli oregano oraz pozostałe wypełniacze. Użyte olejki z pewnością stymulują cebulki i pobudzają do wzrostu.

Maskę możemy kupić w sklepie Kalina - za 300 ml zapłacimy 29,00 zł. Biorąc pod uwagę jakość i wydajność to jestem jak najbardziej na tak :)


Maska, która dotarła do mnie w paczce ambasadorskiej od Kaliny to złota, ajurwedyjska z Planeta Organica. Przydomek "złota" zyskała nie bez powodu - faktycznie wygląda jak gęste, treściwe złoto i ma nawet złote drobinki. Zawartość indyjskich ziół wpływa na jej niesamowity aromat - jeśli lubicie zapach w India Shopach to na bank przypadnie Wam do gustu. Nie jest wcale duszący i męczący, jest orientalnie piękny :)


Wiem, że może to wyglądać jak tania reklama, ale wersja ajurwedyjska przypadła mi do gustu na równi z marokańską. Wydaje mi się, że jest bardziej nawilżająca, jednocześnie bardzo zmiękcza włosy, ale nie powoduje oklapnięcia. Raczej wręcz przeciwnie - objętości, która momentami podchodzi pod puszenie ( przynajmniej w wypadku moich, naturalnie kręconych włosów ). 


Stosowanie maski przynosi zauważalne rezultaty - włosy są po niej lśniące, gładkie i odżywione. Faktycznie poprawia kondycję czupryny. Myślę jednak, że zarówno wersja złota jak i czarna raczej bardziej spiszą się u osób o szczególnie suchych i zniszczonych włosach, a także u tych, które nie przepadają za proteinami.




Składniki maski ajurwedyjskiej zdecydowanie różnią się od wersji marokańskiej. Podstawą jest olejek z Miodli Indyjskiej. ekstrakt z wąkrotki azjatyckiej, ekstrakt z euterpy warzywnej, olejek z sandałowca, olejek cedrowy, ekstrakt z jałowca i bambusa oraz wypełniacze.

Za 300 ml maski zapłacimy w sklepie Kalina 29,00 zł.

Jestem przekonana, że jak wykończę te maski to skuszę się też na wersję toskańską i tajską, moje włosy naprawdę świetnie reagują na produkty tej firmy ( z małymi wyjątkami - szampon rokitnikowy był totalną porażką ).

Macie jakieś swoje rosyjskie maski - faworytki? :)

32 komentarze:

  1. Ja od dawna planuje zakup maski Toskanskiej i balsamu Marokanskiego :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie na toskańską mam wielką ochotę, a o balsamie słyszę same pozytywy :)

      Usuń
  2. Czuję się skuszona, choć nie po drodze mi z nimi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, wiadomo każdy inne preferencje i nic w tym złego czy dziwnego :)

      Usuń
  3. miałam i złotą i czarną :D a teraz mam toskańską i wiesz co Ci powiem?:D Skuś się bo warto :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę trochę podreperować budżet i na bank wypróbuję toskańską bo moje włosy lubią oliwę z oliwek :) Ciekawi mnie też ta tajska :)

      Usuń
  4. Miałam czarną i na moich włosach okazała się totalną klapą. Po jej zastosowaniu włosy były szorstkie, suche i matowe. Po tym epizodzie zniechęciłam się do masek z tej serii. Ale balsam marokański jest rewelacyjny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem i wcale się nie dziwię - czasami wystarczy jeden nietrafiony składnik i z włosów robi się szopa. Ciekawa jestem co Twoim w niej nie podpasowało.
      Kurczę, wszyscy piszą o tym balsami marokańskim - muszę się na niego chyba skusić skoro jest taki dobry :) Słyszałam też, że ten na kwiatowym propolisie z Babuszki Agafii jest OK.

      Usuń
  5. Mam marokańską i jak Ty nie mogę jej często stosować i robię to raz na tydzień ale faktycznie włosy wydają się grubsze po jej zastosowaniu i ładniej się prezentują :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dokładnie - mam taką mięsistą kitę, że aż miło się patrzy, ale po 3 razach z rzędu włosy leżały tak ciasno przy głowie, że stwierdziłam, że to opcja góra raz na tydzień :)

      Usuń
  6. Obie u mnie czekają na swoją kolej :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. coś czuję, że u mnie mogłyby przyspieszyć przetłuszczanie, ale i tak warto spróbować :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie marokańska to w nadmiarze i mi włosy obciąża, ale ajurwedyjska jest jak gdyby lżejsza :)

      Usuń
  8. U ciebie tez dziś marokańsko:) straszna mam ochotę wypróbowac tę maskę, a tymczasem zapraszam do siebie na smaczną sałatkę w stylu marokańskim:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha no to się zgrałyśmy, ja pielęgnacyjnie, a ty kulinarnie :)

      Usuń
  9. Ciekawe kolory maja te maski i te drobinki mnie zaciekawily :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No kolory są niewyjęte, dobrze że i działanie pozytywne :)

      Usuń
  10. Miło, że usuwasz merytoryczne komentarze ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie usuwam żadnych komentarzy!!! Proszę mi nie zarzucać takich bzdur, mam jedynie ustawioną weryfikację komentarzy do starszych postów ponieważ zalewa mnie fala spamu zagranicznego. Nie życzę sobie takich zarzutów drogi ( jak zwykle ) ANONIMIE !

      Usuń
    2. Chyba już wiem o czym mówisz - komentarz poszedł do SPAMu - czasami Blogger tak robi, nie mam na to wpływu.

      Usuń
  11. Ja jakos nie jestem przekonana do masek i odzywek do wlosow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale z tej firmy czy generalnie nie przepadasz za tego typu kosmetykami?

      Usuń
  12. kuszą mnie te maski już od pewnego czasu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogóle te kosmetyki rosyjskie to kuszę niesamowicie :)

      Usuń
  13. W jednym ze sklepów zielarskich w Olsztynie sprzedają Planeta Organica - chyba się tam przejdę. Tak jak Ty jestem sucho-kręconowłosa i stawiam na dogłębne nawilżenie. I też masek do włosów mam najwięcej. Też wiem, co to znaczy przesadzić z maską ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Aktualnie używam marokańskiej i też jestem bardzo zadowolona z włosów po użyciu.Są odpowiednio dociążone,błyszczące i pięknie pachną.Następną wezmę chyba Tajską.Chociaż ta złota też kusi.Ale najpierw trzeba odgruzować łazienkę z trzech rozpoczętych jednocześnie masek.

    OdpowiedzUsuń
  15. Kurczę ja nie wiem, nie umiem sie przekonać do masek. Robiłam kilka podchodów i zawsze kończyło sie zle -.-

    OdpowiedzUsuń
  16. Zapisuję na wish liście! Te zapachy mnie totalnie zachęciły - brzmią jak dedykowane specjalnie dla mnie :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Ładny skład i dobra cena za taką ilość. To co mnie zawsze denerwuje to słoiczkowe opakowanie wielu masek. Nie lubię nabierać kosmetyku palcami. Zdecydowanie wolę tubku, ale inne opakowanie pewnie wynika m.in. z tego, żeby można było łatwo odróżnić odżywkę od maski

    OdpowiedzUsuń
  18. Mam złotą i wydaje się być fajna póki co, ale to prawda że dodaje objętości ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2017 Kaczka z piekła rodem