18.8.15

Iwostin Sensitia sponsorem nawrotu trądziku

Do tego posta zbierałam się od kilku dni. Siadałam, otwierałam kartę i patrzyłam niczym w czarną dziurę. O tych udanych produktach pisze się lekko i z wielką chęcią, gdy jednak trafiam na kosmetyk, który nie spełnia moich oczekiwań to miewam problemy z ubraniem w słowa tego co czuję. Ten dzień musiał jednak nadejść bo jestem w pełni przekonana, że własną głupotą zrobiłam sobie krzywdę.


Duet Iwostin Sensitia zużyłam już jakiś czas temu i o ile żel był rzeczywiście bardzo dobrym produktem myjącym, o tyle krem zrobił mi na twarzy porządne spustoszenie.


Krem intensywnie nawilżający SPF20 zamknięty jest w miękkiej tubie zamykanej na zatrzask, pojemność standardowa - 50 ml. Konsystencja średnio gęsta, aksamitnie kremowa cudownie rozprowadzała się na twarzy wywołując początkowy zachwyt ( niestety zapomniałam strzelić jej fotkę ). Zapach praktycznie niewyczuwalny.


Przez pierwsze 3-4 tygodnie byłam szczerze zachwycona tym kosmetykiem. Cudownie nawilżał i zmiękczał twarz, dobrze komponował się z makijażem i dawał poczucie komfortu. Skóra nie ulegała przesuszeniu, nie była ściągnięta czy napięta. Niby sprawdzałam wcześniej skład i widziałam, że widnieje w nim coś co zawsze siało na mojej twarzy kompletne spustoszenie ( parafina ). Myślałam jednak, że dalsze miejsce w składzie i moja idealna ( na tamten czas ) cera poradzą sobie bez problemu. Och jak bardzo się myliłam!


Po ponad miesiącu stosowania zaczęłam zauważać, że z cerą dzieje się coś niedobrego. Był to dla mnie dość gorący okres i nie skupiałam się na sobie tak bardzo jak powinnam. 
W pierwszej kolejności, na nosie pojawiła się armia rozszerzonych porów z wągrami. Owszem - powiększone pory mam od zawsze, ale już od prawie 2 lat nie miałam z nimi takich problemów. Potem zaczęłam zauważać, że na linii żuchwy utworzyło się mnóstwo zaskórników zamkniętych - taka drobna kaszka, wyczuwalna po naprężeniu skóry. Zaczęło do mnie docierać, że coś ewidentnie mi nie służy. Ponieważ w mojej pielęgnacji nowością był właśnie krem Sensitia stwierdziłam, że muszę go odstawić. Szkody były już jednak nieodwracalne.
Ropne nacieki w formie guzów i wysyp pryszczy to pierwsza rzecz jaka mnie przywitała. Zamknięte zaskórniki zaczęły się zmieniać w regularne krosty. Apogeum osiągnęły w trakcie mojego urlopu. Uzbroiłam się w cierpliwość i wzięłam to na przeczekanie. Obecnie już prawie cała "kaszka" na żuchwie zniknęła, otwierają się jeszcze pojedyncze zaskórniki i nos nie jest jeszcze tak czysty jak wcześniej, ale nareszcie wracam do normalności. Z cerą walczę od ponad miesiąca i mam ochotę przywalić sobie patelnią w łeb. Widząc taki skład jak powyżej powinnam była wiedzieć, czym to się skończy...


Nie należę do złośliwych hejterów i to, że jeden kosmetyk z danej linii okazał się być niewypałem nie oznacza, że inny również nie mógł się sprawdzić. Hypoalergiczny żel do mycia twarzy i ciała Sensitia to  produkt, który spełnił moje oczekiwania. Wygodna butelka z pompką mieści aż 300 ml kosmetyku


Żel jest nieperfumowany, czyli pachnie jak wszystkie tzw. "bezzapachowe" kosmetyki. Nie są to stokrotki, ale nie ma tragedii. Konsystencja jest w sam raz gęsta, nie przelewa się przez palce, ale także nie przypomina tych mega skoncentrowanych preparatów. Jak dla mnie w sam raz.


Kosmetyk towarzyszył mi przy codziennym demakijażu twarzy. Bardzo dobrze zmywał make up, ale jednocześnie nie podrażniał i nie wysuszał twarzy, Jeśli niechcący dostał się do oka to nie powodował pieczenia. Choć nie zawierał kompozycji zapachowej to przyjemnie odświeżał cerę, szczególnie po upalnych dniach.


Teoretycznie żel przeznaczony jest również do mycia ciała, ale skoro tak dobrze sprawdzał się w roli preparatu oczyszczającego twarz to nie widziałam potrzeby marnowania go na ciało. 
Nie mogę powiedzieć, że jest to najlepszy żel do mycia twarzy jaki miałam, ale sprawdzał się bez zarzutu i mogę go śmiało polecać.

Trafił się Wam ostatnio jakiś koszmarny bubel? 

34 komentarze:

  1. Ogólnie lubię produkty Iwostin,zwłaszcza kremy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też do tej pory nie narzekałam, ale z tego co się dziś dowiedziałam, to nie tylko mnie ten krem tak urządził :(

      Usuń
  2. U mnie sprawdza się żel z serii Purritin :)
    Dziś dokupiłam też krem z tej serii - mam nadzieję, że będzie w porządku, parafiny w składzie brak (chociaż zauważyłam, że nawet kremy ją zawierające nie wyrządzają mi szkód na twarzy) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie u każdego robi szkody więc trzymam kciuki, żeby akurat u Ciebie się sprawdził :)

      Usuń
  3. Ja wystrzegam sie parafiny, ale niestety zdarza mi się przez nieuwagę kupić jakiś krem , który ma ją w składzie. Miałam kiedyś kilka próbek tego kremu, ale zużyłam go na stopy:) Właśnie przez parafinę. A na problemy ze skórą mogę polecić maskę Super Power Sleeping Mezo Mask (strasznie długie maja te nazwy...) firmy Bielenda. Od tygodnia walczyłam z podskórnym pryszczem i ta maska mi pomogła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo dzięki za polecenie, muszę zwrócić na nią uwagę :) Niestety u mnie parafina do twarzy kompletnie się nie sprawdza i kolejny raz boleśnie się o tym przekonałam :(

      Usuń
  4. Ostatnio może nie nie, kilka miesięcy temu i zmagam się z tym samym. Kaszka na szczęście się zmniejszyła, ale nadal straszy na czole. Najgorsze, że nie wiem po czym to. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie na te podskórne grudki dobrze sprawdzał się effaclar duo, tym razem wiem co mnie tak załatwiło, ale jeszcze kilka lat temu nawet nie wiedziałam, że to parafina mi szkodzi :(

      Usuń
    2. Używałam tylko kremów sylveco i wody różanej. Także nie za bardzo miało co mnie wysypać. Mam nadzieję że się nie powtórzy. Teraz mam maść od dermatologa, a wcześniej załagodziłam acne dermem. Ale nadal są. Nie wiem czym się tego pozbyć. :(

      Usuń
    3. U mnie bardzo dobrze sprawdzały się kwasy BHA, w zasadzie to one zlikwidowały mi cały problem z trądzikiem.

      Usuń
  5. Na bubla do twarzy nie trafilam, ale na lakier ktory odbarwia plytke tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O współczuję, i teraz trzeba czekać aż odrosną :(

      Usuń
  6. :O. Zawsze myślałam, że apteczny Iwostin będzie pomagał, a nie przysparzał więcej problemów. Dobrze, że ostrzegasz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak sprawdzi się na innej cerze, ale mnie zapchał koncertowo :(

      Usuń
  7. Ja kochana moge kupic tańsza pomadkę kredkę do oczu czy cień bo to zmywamy z twarzy i nie pisze jakiej marki jest produkt byle byśmy były z niego zadowolone jednak jesli chodzi o kremy to tu ceny wahają sie od 53 euro do nawet 400 nie nałożę niczego ba twarz co nie ma 96-98% produktu naturalnego raczej nie kupuje kremow w drogeriach tylko apteczne z wyjątkiem kiehls ktory do produktów aptecznych nie należy bo za granica jest w normalnych drogeriach a w aptekach go nie znajdziemy zreszta osławiony kiehls avocado eye to porażka jak dla mnie i kilka jego produktów tez ( dobrze ze tu mozna kupic miniatury za polowe ceny a nie od razu wywalać cała kasę na pełnowartościowy produkt !) a wracając do tematu jesli chodzi o kremy to darphine ( nie dostępna w pl ) lierac czasami lush celem zmiany czasami Steamcream mam jeszcze produkty nowozelandzkie by nature i sukin i kosmetyki shemura choc raczej skaniam sie przeważnie przy darphine czy lierac to bardzo pozytywnie bedac w pl zaskoczył mnie pharmaceris t krem kojąco -nawilzajacy dla skór po zabiegach potradzikowych ja jako takiego trądziku juz nie mam ale sam krem był bardzo miłym zaskoczeniem buziaki Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No akurat Iwostin to typowo apteczna marka, którą ogólnie lubię. Niestety tym razem zawiodła po całości. Mi już szał na stricte naturalne produkty trochę przeszedł, ale nadal staram się szukac dobrych składów. Dobra chemia nie jest zła, ważne żeby była dobra.
      Ja linię T z Pharmaceris naprawdę bardzo lubię :)

      Usuń
    2. Oj tak masz racje dobra chemia nie jest zła tylko u mnie to nie moda a wymóg po prostu moja skora nie cierpi drogeryjnych kremow jak tylko nie ma 96-98% naturalnych skladnikow w kremie to od razu kłopoty po prostu jest mega nadwrażliwa buziaki Gosia

      Usuń
  8. Ja jeszcze nie używałam nic z tej firmy... :)

    OdpowiedzUsuń
  9. O rany krem to naprawdę pomyłka l ja reaguje podobnie na parafine, więc odpada; /

    OdpowiedzUsuń
  10. Hydratia jest moim ulubieńcem na dzień, ale ten też chciałam wypróbować. Jednak jak zobaczyłam parafinę, to zrezygnowałam, mimo że nie robiła mi nigdy krzywdy. Wolę unikać jej w preparatach do twarzy...

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie miałam nic od nich, ale z tym kremem to ładne przeboje miałaś!! Ja raz tak miałam z maseczką.. Już nigdy więcej !

    OdpowiedzUsuń
  12. Na krem na pewno się nie skuszę :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dlatego omijam parafinę szerokim łukiem :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Doskonale Ciebie rozumiem, bo ja też często mam problem ze znalezieniem dobrego kremu nawilżającego. Staram się wybierać te bez SPF, bo zazwyczaj działają podobnie, co ten opisany przez Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Współczuję :/ U mnie na szczęście parafina nie wyrządza szkód, ale taką kaszkę miałam na twarzy po użyciu probki kremu Ziaja liście manuka.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja ostatnio załatwiłam się tak żelem do mycia twarzyBiały Jeleń. Do dziś walczę z ropnymi krostami na linii żuchwy i na brodzie.

    OdpowiedzUsuń
  17. U mnie parafina robi dokładnie to samo, więc nawet jak jest na ostatnim miejscu w INCI nie ma prawa znaleźć się na buźce :)

    OdpowiedzUsuń
  18. najważniejsze, że już prawie się uporałaś ze szkodami

    OdpowiedzUsuń
  19. Czytając ten post tak szkoda mi się CIe zrobiło :(

    OdpowiedzUsuń
  20. Używałam zielonej serii, początkowo dobrze działała ale później już nie byłam z niej zadowolona, nie było żadnej poprawy a raczej było gorzej i wysuszyła mi strasznie skórę. Teraz przerzuciłam się na Avene i jestem bardzo zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja raczej rzadko zmieniam kosmetyki, a podyktowane to jest właśnie tym, że boję się zrobić sobie krzywdę.

    A tej firmy nie znam.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2017 Kaczka z piekła rodem