20.2.16

Sobotnie SPA - odmładzająca maseczka do twarzy i kremowy scrub od Planeta Organica

Miłość do rosyjskich kosmetyków nadal mi nie przechodzi. Wraz z kolejną paczką ambasadorską od Kaliny zdecydowałam się na kilka produktów do pielęgnacji twarzy. Postanowiłam wrócić do podstaw czyli do peelingów i maseczek. Kiedyś używałam ich bardzo regularnie, ostatnio jednak nie umiem się zmobilizować. Z tego względu tak rzadko o nich piszę... Dziś jednak chciałam pokazać dwie perełki z Pleneta Organica - odmładzającą maseczkę Brazil&Italy i kremowy scrub Kenya&Japan.


Planeta Organica to jedna z moich najulubieńszych rosyjskich marek. Ich maski do włosów ( szczególnie toskańska i marokańska ) prawie nie mają sobie równych KLIK. Ręcznie robione, prawie w 100% naturalne. Aż nie chce się wierzyć, że w Rosji robią tak dobre kosmetyki w tak przystępnych cenach, a u nas niestety nadal temat kuleje.


Zacznę może od scrubu jak w rytuale pielęgnacyjnym przystało :) Z racji na to, że już jakiś czas temu dokonałam milowego odkrycia w kwestii pielęgnacji, jakim jest niechęć mojej skóry wobec peelingów mechanicznych, zazwyczaj wybieram te enzymatyczne. Ciągle jest ich zbyt mało i ciężko znaleźć coś w przystępnej cenie co faktycznie będzie działało. Co skusiło mnie w takim razie na kremowy peeling dla cery suchej i wrażliwej? Opakowanie :) Jakkolwiek głupio by to nie zabrzmiało, ale pasowało mi do upatrzonej maseczki dlatego się skusiłam :)


Prosty, zakręcany słoiczek mieści 100 ml produktu. Wygodny w użyciu, niczym miniaturka maski do włosów. Choć nabieranie paluchami nie jest może wybitnie higieniczne, to przyznać trzeba, że jest po prostu łatwą formą aplikacji. Przed pierwszym użyciem - zarówno z maski jak i peelingu trzeba ściągnąć ochronną folię.


Zapach mnie zaskoczył, nie zgłębiłam wcześniej wybitnie składu i nie zajarzyłam, że mamy w nim olejek z grejpfruta. Peeling pachnie więc cytrusami i masłem kakaowym. Coś a'la delicje pomarańczowe. Ja akurat ich nie lubię, ale zapach jak najbardziej przyjemny. Do tego pomarańczowy kolorek. Miło :) Konsystencja natomiast była już zupełną niespodzianką. Jest zbita, ciągnąca i początkowo lekko odrzuca. Na szczęście w kontakcie z wilgotną cerą, zamienia się w kremową pastę, która pozwala wykonać idealny masaż.


Scrub jest naprawdę delikatny. Mnóstwo drobinek skąpanych w kremowej chmurce bardzo dokładnie złuszcza martwy naskórek, nie podrażniając przy tym cery. Masaż jest przyjemny i łagodny choć wyraźnie czujemy, że mikroskopijny pyłek wygładza naszą buźkę. Spłukuje się dość łatwo i nie zalega w zakamarkach. Po całym zabiegu skóra jest widocznie wygładzona i oczyszczona. Szczególnie łatwo zaobserwować to w przypadku nosa i innych miejsc z powiększonymi porami. Na szczęście jest na tyle łagodny dla mojej twarzy, że nie powoduje wyrzutu wyprysków.


Skład naprawdę bardzo przyjemny. Podstawowym "złuszczaczem" jest tutaj puder z nasion ryżu oraz otrąb ryżowych i morska sól. Do tego masło shea, masło kakaowe, puder z nasion sosny syberyjskiej, puder z łupin pistacji, puder z łupin fistaszków, ekstrakt z owsa, olejek z grejpfruta, olej z malin, puder z amli, olejek różany, ekstrakt z wąkroty azjatyckiej, olejek ze słodkich migdałów, olejek z żurawiny, olej z czarnych porzeczek, olejek szałwiowy, olej z oliwek, olej z nasion arcydzięgla, olej macadamia, olej z wiesiołka, olej z avocado, olejek jojoba, olejek rumiankowy, gliceryna, witamina E, olejek z róży stulistnej i ekstrakt z jeżówki.

Dacie wiarę, że takim niepozornym kosmetyku jest tyle niespotykanych olejków i ekstraktów?

To wszystko za niespełna 18 zł oczywiście w sklepie Kalina.


Mam ostatnio jakiś kompleks starzenia się. Wiem, że to głupie, ale chyba każdemu z nas czasami trochę odbija na jakimś punkcie. Mimo wszystko zdecydowanie zauważam, że moja cera nie jest już taka jak 5 lat temu. Nieuchronnie zbliżam się do 30-stki i choć chciałabym żeby chociaż trądzik mnie odmładzał to tak nie jest. Z tego też względu tak intensywnie dbam o cerę. Po złuszczaniu trzeba nawilżać, a nic nie brzmi bardziej obiecująco niż odmładzająca maseczka do twarzy.

Opakowanie identyczne jak w przypadku scrubu, również zabezpieczone folią. Kolor dla odmiany jasno jagodowy i zapach również przypomina te owoce - domyślam się, że to właśnie dzięki Acai. Formuła niesamowicie gęsta i kremowa. Przyjemnie się aplikuje tworząc grubą kołderkę na twarzy, nie spływa i nie skapuje. Idealna do bardzo przesuszonej cery.


Jeśli przez odmładzanie rozumiemy wygładzanie, nawilżanie, odżywianie i napinanie to maseczka jak najbardziej odmładza. Przede wszystkim naprawdę świetnie nawilża. I to nie w rodzaju takiego ciężkiego, tłustego odżywienia, które po chwili wyłazi na twarz i lśni jak latarnia na Rozewiu. Dzięki maseczce z acai i truflami, cera jest przyjemnie napięta i bardzo dobrze nawilżona. Zdrowy koloryt i zdecydowane wygładzenie pojawiają się już po pierwszym użyciu.


Skład jak zwykle godny pochwał. Ekstrakt z owoców acai, olejek truflowy, miód, masło shea, ekstrakt z owoców Goji, olej z żeń-szenia, olejek z nagietka, olej macadamia, biała glinka, olej z wiesiołka, olej avocado, olej różany, olej amla, ekstrakt miłorzębu, witamina E, panthenol, olejek ryżowy, ekstrakt z ostryżu i ekstrakt z jeżówki.

Za 100 ml maseczki zapłacimy w sklepie Kalina 25 zł.


Jeśli cenicie sobie naturalne kosmetyki i lubicie rytuał złuszczania i nawilżania to ja z całego serca kolejny raz polecam produkty Planeta Organica. Świetna jakość za stosunkowo niewielkie pieniądze. Warto!

Jakie są Wasze ulubione peelingi i maseczki?

24 komentarze:

  1. Z Planeta Organica miałam bardzo mało kosmetyków - ale tymi mnie niesamowicie zachęciłaś :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bo mają naprawdę świetne kosmetyki. Maską do włosów to ja po prostu pokłony biję :)

      Usuń
  2. A ja zawsze tak z przyzwyczajenia kupuję Banię Agafię, chyba czas to zmienić i poszerzyć horyzonty rosyjskich kosmetyków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od Bani zaczęłam swoją przygodę i nadal chętnie do niej wracam ( mydła cedrowe i miodowe to po prostu kosmetyczny majstersztyk ) ale Planeta to coś co jeszcze mnie nigdy nie zawiodło. W przeciwieństwie do osławionej Natura Siberica - tutaj zdarzały mi się wtopy.

      Usuń
  3. Z tej serii dokładnie mam dwie inne maseczki - nawilżającą algową i oczyszczającą z morską glinką. Także bardzo je lubię, jak i inne kosmetyki PO :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie długo wahałam się którą wypróbować, ale w sumie cierpliwości - może skuszę się także na inne :)

      Usuń
  4. Maseczkę kiedyś na pewno przetestuję :) Uwielbiam rosyjskie kosmetyki ;) co do scrubu... chyba nie koniecznie bym się nim zainteresowała bo szukam teraz jakiegoś peelingu enzymatycznego... Może coś polecisz? Byłabym wdzięczna :) Najlepiej coś naturalnego... Jakoś nie przekonują mnie te drogeryjne peelingi enzymatyczne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rewelacyjny i chyba najlepszy jaki miałam był peeling Enzymatic z Phenome. Pisałam o nim na blogu. Duża flacha, ale drogi. Za to znalazłam jakiś czas temu perełkę za grosze typowo drogeryjną - Ziaja Ulga. Nie pisałam o nim jeszcze na blogu, ale jakby co wdepnij po recenzję do Arsenic. Ona jest kosmetologiem więc naprawdę można jej wierzyć :)

      Usuń
    2. Widzę, że ten peeling Enzymatic z Phenome ma fajny skład. Ale faktycznie drogi... Co do Ziaji i serii Ulga... Miałam kiedyś bodajże coś do mycia twarzy z tej serii i niestety to nie była ulga :D wręcz przeciwnie. Byłam czerwona jak cegła, rozgrzana jak piec :D do tego skóra była podrażniona :( Zraziłam się do tej ich Ulgi ale recenzję Arsenic przeczytałam i może dam Uldze drugą szansę :)
      Dziękuję!

      Usuń
    3. Ja z ulgi miałam bodajże płyn micelarny i też nie była to ulga :) Ale peeling jak za tą cenę ma naprawdę fajne właściwości i wiem, że kupię kolejne opakowanie :)

      Usuń
  5. Super produkty, lubię kosmetyki rosyjskie za świetny skład, niska cena i cudne zapachy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z zapachami czasami bywa różnie, ale tak to dokładnie za to samo je lubię :)

      Usuń
  6. Szkoda że peeling zawiera morską sól bo wygląda ciekawie, niestety moja skóra nie lubi się z solą :/

    OdpowiedzUsuń
  7. o kurcze! składy takie, że zakochać się idzie! muszę przetestować przy najbliższej okazji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mnie smuci kwesta, że w Rosji robią bajecznie dobre produkty a u nas niestety, jak to w Polsce, ceny z kosmosu czasem, i to często nie z powodu widzimisię podmiotu produkującego, po prostu, żeby zrobić kosmetyk trzeba zapłacić tyle kasy, że to się w głowie nie mieści...

      Usuń
    2. No właśnie, polskie kosmetyki naturalne są stosunkowo drogie. 50-100zl tak jak w przypadku BeOrganic czy Resibo to jest chyba taka minimalna cena. A rosyjskie... Kosmetyki od Agafii kupi się już za przysłowiowe grosze...

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  8. Miałam balsam do włosów z PO i uwielbiałam go :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kocham rosyjskie kosmetyki,maski Bania Agafi zwłaszcza,ale odziwz Planeta Organica jeszcze ic nie miałam-zdecydowanie kupię! wyglądają cudowne już po samym opakowaniu,a peeling mimo że piszesz że jest delikatny,i tak mi się podoba :)
    Ja też mam ostatnio obsesję starości...po smutkach i stresach jakie miałam w zeszłym roku moja buzia się mocno postarzała...Ty nie masz 30 jeszcze więc wyobraź sobie jak ja wyglądam,tuż przed 40 :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo lubię Planetę Organicę i w czasie kiedy panuje szał na azjatyckie kosmetyki ja wciąż testuje rosyjskie:) Po Twoich recenzjach widać, że też jesteś ich wielką fanką:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ta marka jest również jedną z moich ulubionych jeśli chodzi o rosyjskie kosmetyki, ale większość produktów jakie miałam była do pielęgnacji włosów lub ciała. Nie przypominam sobie, żebym miała coś do pielęgnacji twarzy, dlatego tym większą narobiłaś mi ochotę na ten peeling i maseczkę. Składy super i jak widzę przekładają się na dobre działanie, a to jest najważniejsze. Na pewno prędzej czy później wypróbuję te kosmetyki :)

    OdpowiedzUsuń