7.4.16

Metaliczne pędzle z dresslink - na dwoje babka wróżyła

Chińskie pędzle - temat rzeka. Mają chyba podobną ilość orędowniczek jak i przeciwniczek. Jestem zadeklarowaną członkinią tych pierwszych. Mam kilka zestawów, nie wszystkie doczekały się jeszcze recenzji, a to błąd bo używam ich od prawie dwóch lat i np. odstawiłam wszystkie pędzle do pokładu z Hakura bo chińskie z ebaya zawładnęły moim sercem.




Dziś chciałabym pokazać Wam metaliczny zestaw pędzli z Dresslink. Nie są to podróbki RT, co najwyżej jakaś tam inspiracja. Wybrałam srebrne trzonki ponieważ jedyne miały całkowicie białe włosie, które wprost uwielbiam. 


W skład zestawu wchodzi 7 pędzli. Praktycznie komplet potrzebny do wykonania pełnego makijażu. Nie do końca jestem jednak zadowolona z samej jakości - o ile włosie jest praktycznie bez zarzutu o tyle trzonki mnie zawiodły. Głupia jestem, ale naprawdę liczyłam na metal, a to tylko plastik. Meh... nie lubię plastiku.


Pędzel do pudru jest mięciutki, idealnie przycięty i puszysty. Pozwala zaaplikować odpowiednią ilość produktu tworząc delikatną mgiełkę. Zdecydowanie lepiej jednak radzi sobie z produktami prasowanymi niż sypkimi. Owszem, zdecydowanie wolę pędzel do pudru z Hebe Sense and Body, ale pędzel z tego zestawu naprawdę daje radę. 


Hmmm... z założenia chyba jest to pędzel do podkładu. Przycięty z jednej strony na płasko, z drugiej ścięty po bokach o przekroju trójkąta. Włosie jest sztywniejsze, takie jak w płaskich pędzlach do pokładu sprzed kilku lat. Nie polubiłam się z nim, owszem idzie nałożyć nim podkład, ale ciężko uzyskać równomierne krycie bez smug. 


Ten pędzel z założenia miał być chyba do różu, ale dla mnie jest za mały w tej dziedzinie. Ma za to przyjemny kształt, dobrze ścięte włosie i jest mięciutki. Bardzo fajnie sprawdza się do nakładania rozświetlacza lub do konturowania


To jeden z moich ulubionych pędzli z tego zestawu. Bardzo fajnie sprawdza się do konturowania. Mięsisty, mięciutki, w sam raz ułożony pozwala wygodnie zaaplikować i rozetrzeć brązer. Nie mam mu nic do zarzucenia.


Duży, do rozcierania cieni - nie jest to szał.Trochę mało sprężysty, niby ładnie rozciera, ale to syntetyczne włosie jest dla mnie zbyt zbite. Może to po prostu moje prywatne preferencje, ale generalnie naprawdę można nim spokojnie nałożyć cień pod łuk brwiowy jak i rozetrzeć załamanie.


Pędzel kuleczka bardzo przypomina tą z essence tylko, że jest od niej większy. Można nim nakładać i rozcierać cień, ale nie jest to zbyt komfortowe. Szczerze mówiąc najbardziej polubiłam go do nakładania korektora na punktowe zmiany.


Pędzel do eyelinera jest o dziwo naprawdę udany. Sprężysty, w sam raz zbity. Pozwala idealnie namalować zarówno cieńszą jak i grubszą kreskę. Tak fajnie sprawdza się w tej roli, że nawet nie próbowałam go do brwi.


Ogólnie jestem w miarę zadowolona. Pędzle dobrze sprawdzają się w codziennym makijażu. Szczególnie duży do pudru, do rozświetlacza i do brązera. Wszystkie chińskie zestawy mają gorsze i lepsze pozycje. Myślę, że ten zestaw jest akurat jednym z lepiej skomponowanych. 

Zestaw pędzli - KLIK

Jaki jest Wasz stosunek do chińskich pędzli? Lubicie? A może w ogóle Was nie ciekawią?

45 komentarzy:

  1. Mam skompletowany swój zestaw i odkąd chcę nieco poszerzyć idee minimalizmu u siebie to nie kupuję nic więcej. Ale nie twierdzę, że bym się nie skusiła. Pędzle wyglądają na porządnie wykonane. Są ładne, wiele osób sobie chwali. Ten do eyelinera z Twojej kolekcji mogłabym zgarnąć ;) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o pędzle to naprawdę nie umiem się pohamować z zakupem kolejnych. Mam już upatrzone modele na ebayu :)

      Usuń
  2. Nie mam chińskich pędzli, ale ostatnio dużo o nich dobrego słyszalam i mam ochotę wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja naprawdę lubię chińskie pędzle, używam jednego z zestawów od 2 lat i wszystko z nimi ok :)

      Usuń
  3. Trzonki wyglądają jak metalowe! Tylko chińczyki mogą zrobić plastikowy metal:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kupiłam ten zestaw na ebayu i mam bardzo podobne odczucia. Trzonki są strasznie tandetne, lakier nałożony krzywo, trójkątne coś to pomyłka, średnie pędzle są ok, ale bez szału, puchacz do pudru i pędzel do konturowania mnie zachwyciły. Ten do różu jest rzeczywiście mały, ale bardzo miękki - sprawdza się przy mocno napigmentowanych kosmetykach. Biorąc pod uwagę cenę, to nawet jeśli nie wszystkie się sprawdzają - opłaca się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobne podejście, sama jakość włosia jest naprawdę w porządku. u mnie trzonki w miarę dobrze wizualnie się prezentują, ale kurczę plastik? No nie leżą mi w dłoni tak jak bym tego chciała co nie zmienia faktu, że z kilkoma bardzo się polubiłam :)

      Usuń
  5. Jeszcze nigdy nie używałam pędzli z chińskich stronek, co nie znaczy że mnie nie kusza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że nie wszystko jest fenomenalne, ale mam kilka naprawdę dobrych pędzli, które powiedzmy sobie szczerze - nadają się na moją kieszeń :)

      Usuń
  6. Marta, lubię Cię i szanuję, ale niestety za tę część "Nie są to podróbki RT, co najwyżej jakaś tam inspiracja." nie rozumiem Twojego podejścia. Jak inaczej można to nazwać, jeżeli nie podróbkami? Jak daleko może być posunięta inspiracja? Mówię stanowcze NIE dla takiego procederu.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hexx ja za to zaczynam mieć inne podejście. Dostaję szału na zakupach bo gdy zobaczę jakiś znaczek od razu mi świta " o matko czy to aby nie jest logo jakiegoś producenta". Boję się iść do H&M czy Zary bo oni bardzo często się inspirują, no ale fakt to duże firmy im nikt tego nie zarzuci. Te pędzle nie mają znaczku RT, z tego co wiem oryginalne bold metals mają także inne kolory. Owszem mają taki sam kształt przynajmniej wizualny. Czy więc jeśli zoeva ma taki sam kształt jak sigma to plagiat? No nie, znów zapomniałam to duże i szanowane firmy, a nie chiński no name. Jeśli jest moda na coś to firmy często wypuszczają podobne modele. Nie nazwałabym tego chamską podróbką, nikt nie używa tu nazwy Real Techniques, pędzle nie wyglądają identyczne i raczej nikogo nie nabierzemy na to, że to oryginał. Wydaje mi się, że w tej swojej pogoni za klasą i uczciwością zaczynamy popadać w lekką paranoję. Nie nie czuję się winna, niedługo dojdzie do tego, że kupię czarny t-shirt a ktoś krzyknie podróbka bo ma pasek w tym samym miejscu, gdzie model z wybiegów. Wiem, że są bardzo podobne i każdy może mieć inne podejście, ale ja nie zakwalifikowałabym ich jako podróbka bo w takim razie musiałabym się czepić i znanych firm, że podrabiają inne.

      Usuń
    2. Niestety dla mnie "chiński no name" dyskwalifikuje w ogóle takie twory. Nie uznaję zakupów z takich miejsc. A tym jednym zdaniem na samym początku tekstu bardzo uprościłaś proceder wypuszczania wszelkich podróbek na rynek. Dla Ciebie to pewnie wszystko jedno, dla mnie jest inaczej. Trudno dopatrywać się w takich praktykach uczciwego działania. Ciekawa jestem, czy gdybyś była twórcą danego produktu/pomysłu itd. tak samo byś na to patrzyła? Masz prosty przykład z Benjabelle, które możesz porównać z "odpowiednikiem" no name. Miałam okazję go trzymać w rękach i wolałabym suszyć pędzle dalej na ręczniku niż kupować "to coś".

      Możesz mnie nazwać paranoiczką, ale mam wybór i stronię od tego typu chińszczyzny w każdej sferze życia. Po prostu, dla zasady.
      Przeczytaj sobie bardzo mądry wpis Sabbath - http://www.sabbathofsenses.com/2016/04/tanie-perfumy-kontra-tanie-cwaniactwo.html ponieważ odnosi się on nie tylko do perfum :) I warto zastanowić się, czy naprawdę to taka pogoń za klasą i uczciwością, która powoduje paranoję? Nie sądzę :)

      Usuń
    3. Czytałam jej wpis i tak, zgadzam się z nim. Jeśli ktoś podszywa się pod inną markę, używa jej logo, produkuje towar, który z założenia ma wprowadzać klienta w błąd - owszem to jest dla mnie nie fair. Inaczej podchodzę jednak do produktów inspirowanych. Gdyby każda firma patentowała swój wytwór mielibyśmy jeden słuszny model i firmę od szczoteczki elektrycznej, suszarki, leków czy dżemów. Wiem, ze to już takie paradoksalne i kolokwialne porównania. Ale tu nikt nikomu nie wmawia, że te pędzle to Real Techniques, dodatkowo powiem, że niestety większość znanych firm produkuje w Chinach ( pracuję w branży, która też ma w tym porównanie ), nakleja logo i od razu jest exclusive. Oczywiście, szanuję marki i jak mnie nie stać na oryginał w przypadku ciuchów, zapachów itd. nie kupuję Bolce&Dabbana, ani żadnych rzeczy, które perfidnie podrabiają dany produkt. Gdy jednak jest to coś bazującego na pomyśle innych, ale nie udające tego i nie podszywające się perfidnie to nie mam z tym problemu. Niestety nie bez przyczyny w podobnych firmach są identyczne sprzęty, wykorzystujące podobne technologie czy design. Owszem, nikogo nie namawiam do zakupu chińskich produktów i nie chcę żebyś mnie źle odebrała. Po prostu czasami dochodzimy do skrajności, ja osobiście serio kupując torebkę z jakimś znaczkiem zachodzę w głowę, czy to czegoś nie przypomina. Mam z lekka dość reaserchu przedzakupowego :)

      Usuń
  7. Mam podobne zdanie o tych pędzelkach co Ty. Ten do podkładu też mi jakoś nie leży. Ale reszta jest całkiem całkiem, a najbardziej polubiłam pędzel do różu i bronzera. Ostatnio zamówiłam drugi zestaw właśnie z Dresslink na prezent dla siostry :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. One przede wszystkim super wyglądają, część jest naprawdę fajna, ale tego do podkładu nie kumam :D

      Usuń
  8. ja również mam chińskie pędzle, taki mini zestaw i nie dość, że są bardzo dobrze wykonane i włosie mięciutkie, to jeszcze świetnie mi się nimi operuje, a nie jestem jakąś profesjonalistką. Nie rozumiem, czemu mam przepłacać za coś, co mogę kupić taniej a równie dobrze wykonane. Moda na znaczki i oryginalne rzeczy jest mega wnerwiająca.....

    OdpowiedzUsuń
  9. Szkoda, że trzonki to plastiki... link kliknięty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie jestem rozczarowana, ogólnie nie są z jakiegoś tandetnego plastiku, ale jestem przyzwyczajona do drewnianych bądź metalowych trzonków.

      Usuń
    2. Kochana mogłabyś poklikać w linki w najnowszym poście ?
      http://rzetelne-recenzje.blogspot.com/2016/04/wiosenne-nowosci-z-romwe-i-shein.html
      Z góry dziękuję <3

      Usuń
  10. Ja się będę zastanawiać nad kupnem pędzli. Nie wiem czy postawię na te czy na jakieś inne chińskie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze? Są lepsze chińskie pędzle więc jeśli potrzebujesz konkretnych modeli itp. to daj znać może będę mogła coś polecić :)

      Usuń
  11. Cudne z wyglądu :D Ale mam już tyle pędzli, że nowy zestaw mi niepotrzebny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to jestem pędzlową psycholką :) Do tego naprawdę jakość mi pasuje więc wiecznie coś mnie kusi hehe

      Usuń
  12. ja nie mam dużych wymagań i na pewno byłabym zadowolona z tych pędzli, tym bardziej, że wyglądają fantastycznie, cieszą oko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjemnie leżą dłoni i pewnie wygodnie trzymałoby się je w pasie do pędzli. Ogólnie są całkiem całkiem, uwagi mam jedynie do niektórych aspektów :)

      Usuń
  13. Ja właśnie zamówiłam sobie zestaw, ale nie tych metalicznych, tylko zwykłych puchaczy. Jestem ciekawa jak się spiszą, bo mogłaby to być niezła, tańsza alternatywa dla drogich pędzli :D A te Twoje prezentują się pięknie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam te klasyczne puchacze, moje są z Joursny, ale wiem, że multum tego nawet w wersji no name jest i to są moje ulubione pędzle do pokładu. nie lubię tylko tego zbitego jajkowego, ale pozostałe 4 służą mi bardzo dobrze od 2 lat. paradoks jest taki, ze moja Sigma leży, a tymi taplam się non stop.

      Usuń
  14. pięknie wyglądają te pędzle, aż ciężko uwierzyć, że przyszły z chin. Sama zaczęłam zastanawiać się nad takim zestawem :)


    zaczarowana-oczarowana.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No prawda jest taka, że bardzo wiele znanych firm produkuje w Chinach :)

      Usuń
  15. Szkoda, że trzonki są po prostu plastikowe, ale trzeba przyznać, że na zdjęciach prezentują się bardzo ładnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie jest to hiper tandetny plastik, ale no mimo wszystko spodziewałam się metalu :/

      Usuń
  16. Na pierwszy rzut oka jak najbardziej tak :) Jednak po tym co piszesz o nich bym się nie zdecydowała.

    OdpowiedzUsuń
  17. A mi się jeden z tego zestawu rozkleił przy praniu, ale poradziłam sobie już z nim i jest o śmigania. Tego pędzla do pokładu w ogóle nie rozumiem, bo on jest do niczego kompletnie

    OdpowiedzUsuń
  18. Mam dwa z nich, włosie jest super, ale ten plastik dobija... Szkoda..

    OdpowiedzUsuń
  19. Świetne pędzelki. Sama bym się w takie zaopatrzyła :-)

    OdpowiedzUsuń
  20. Mam pędzle z Dresslink i są spoko,ale mam 10 sztuk i nie każdy wiem do czego stosować :D więc połowa leży :) jakościowo jednak są dobre! :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Mam jeden pędzel z ebaya, taki wachlarzowy no name do nakładania maseczek i na tym zaprzestanę. Nie dlatego, że jest słabej jakości, bo jest naprawdę dobrej, ale mam podobne stanowisko do Hexxany- za dużo tam "inspiracji", którym nawet w PL jestem przeciwna (np. paletki Wibo, które wyglądają jak tania podróbka wiadomo czego). Pracuje w branży, w której się coś tworzy-loga, znaki i nie chciałabym by ktoś się tym "inspirował" bez mojej wiedzy i pozwolenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Cię i nie neguję takiego podejścia. Sama jestem przeciwna perfidnym podróbkom. Ale z drugiej strony ciężko jest mi wytyczyć granicę inspiracji danym produktem. Dobrze wiemy, że pomysł jednej firmy w kwestii kosmetycznej bywa szybko podchwytywany przez inną firmę. Ja sama pracuję w bardzo "podróbkowej" branży, gdyż sprzedajemy zamienniki tuszy i tonerów. Wierz mi, gdy robię zapytanie ofertowe i widzę, że instytucja państwowa, która utrzymywana jest z moich podatków jakby nie patrzeć, dopuszcza jedynie oryginalne produkty producenta i takie zapytanie wychodzi na 60 tysięcy, a na zamiennikach mogliby zaoszczędzić nieraz więcej niż 70% to mnie to boli. Póki coś nie ma patentu bądź nie jest wierną kopią, która w oszukańczy sposób udaje oryginał to moje podejście do inspiracji jest nieco łagodniejsze.

      Usuń
  22. Nie używałam jeszcze nigdy chińskich pędzli. mam kilka z hakuro i mi (makijażowemu amatorowi) jak na razie wystarczają, chociaż w przyszłości planuję powiększyć kolekcję. Może akurat skusze się na te, bo wyglądają na porządnie wykonane i przy okazji trochę zaoszczędze :)

    OdpowiedzUsuń
  23. jak dla mnie to jest świetny post, prezentujesz świetnie swoje racje i sporo uczysz:) dziękuje. Cieszę się,że trafiłam na tego bloga:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Zamówiłam ostatnio te pędzle na alie i czekam aż mi przyjdą! :) Jestem ich bardzo ciekawa! Co prawda póki co najlepiej sprawdzają się u mnie Hakuro, ale może okaże się, że o wiele tańsze spełnią swoje podstawowe funkcje równie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja nie mam zbyt dużego doswiadczenia jeśli chodzi o pędzle, nie ma więc we mnie "szału na nowe pędzle" :P

    OdpowiedzUsuń