7.9.16

W(SPA)niały weekend w Zamku Kliczków

Dwa tygodnie temu świętowałam mój wieczór panieński. Myślałam, że do ślubu nie będzie już czasu na żaden większy relaks. Traf chciał, że miniony weekend okazał się być idealny na oderwanie się od masy obowiązków. Wraz z moją druhną ( świadkowa jakoś zawsze źle mi brzmi ) wyruszyłyśmy na spotkanie z Zamkiem Kliczków i kosmetykami ILUA. Czy Zamek Kliczków coś Wam mówi? Jeśli nie to gwarantuję, że już niedługo zechcecie go poznać.


Po prawie 500 kilometrach naprawdę szybko biegnącej drogi zawitałyśmy do jednej z perełek Dolnego Śląska. Nie będę przybliżać Wam całej historii Zamku Kliczków bo wszakże nie każda fanka kosmetyków jest fanką minionych epok. Dla ciekawych - świetny rys historyczny znajdziecie TUTAJ. Obecnie zamek pełni rolę hotelu. Po przyjeździe na miejsce nie omieszkałam zadzwonić do narzeczonego z informacją, że jego księżniczka wreszcie znalazła lokum idealne :D Zaś pokoje pasujące do całego klimatu tego miejsca dają wyjątkowy efekt.



Po krótkim odpoczynku i obiedzie udałyśmy się na małe zwiedzanie okolicy - pierwszy raz miałam okazję jechać bryczką. Nie miałam pojęcia, że zamek jest tak malowniczo położony w sąsiedztwie rzeki Kwisy. Przemiły Pan opowiedział nam o atrakcjach i zafundował niechcący jedną dodatkową - złapaliśmy gumę i dzięki temu mieliśmy okazję zahaczyć o Folwark Książęcy :) Każdy ma jakiegoś fioła - ja uwielbiam uszy zwierzaków, do kolekcji mogę zaliczyć głaskanie Kuby i Stasia ( bo o ile mnie pamięć nie myli tak nazywała się ta śliczna dwójka ).


Kolejny punkt programu to oczywiście prezentacja kosmetyków ILUA w sali Myśliwskiej. Już wiele razy zdarzyło mi się o nich czytać - choć nie jestem ortodoksem to bardzo chętnie sięgam po kosmetyki naturalne. Z przyjemnością więc słuchałam informacji o składach, pochodzeniu składników, procesie wytwarzania oraz całej idei marki. Najbardziej zaciekawiło mnie serum do twarzy Trzęsienie Czasu, peeling do ciała W Malinowym Chruśniaku i krem Lady in Red, który zresztą mam okazję przetestować w domu



O nasze podniebienia zadbał szef kuchni Łukasz Grzesik na kolacji degustacyjnej w sali Kominkowej. Moja druhna, z którą nota bene prowadziłam bloga kulinarnego o wdzięcznej nazwie Siekierą po Jajach była nią zachwycona na równi ze mną. Marchew w trzech postaciach czy chłodnik ze szczawiu z cynamonem i smażoną w cieście pokrzywą na długo zapadną mi w pamięć. I nie ma w tym ani odrobiny drwiny czy przekąsu - dania były wprost obłędne. Takiego tatara z pomidora jaki zaserwował nam szef kuchni mogłabym jeść codziennie!


Na koniec dnia pełnego atrakcji czekało nas nocne zwiedzanie zamku. Najpierw pokaz jazdy konnej i kunsztu rycerskiego oczywiście z nutką śmiechu. Niestety mój aparat odmawia posłuszeństwa w ciemności więc za opowieść musi wystarczyć coś czego pewnie gdybym chciała nigdy bym nie osiągnęła.



Następnie wystrzałem armaty ( w tym miejscu użyłabym słowa powszechnie uznanego za nieeleganckie do określenia huku jaki z siebie wydała ) rozpoczęliśmy spacer po zamku. Rycerz, który go prowadził miał tak niebywały głos, humor i dar do opowiadania, że dosłownie płynęliśmy po apartamentach, salach i... lochach :) Tak, tak - nie obyło się bez straszenia :)

Do łóżka trafiłyśmy z uśmiechem na twarzy i na wpół zamykającymi się oczami - dawno nie miałam tylu wrażeń w jednym dniu. Kolejny zaś poświęcony został pełnemu relaksowi.




Zjadłyśmy w sali Balowej tak lubiane przez nas późne śniadanie i po kawce wyruszyłyśmy na kolejny spacer wokół zamku bo nie tylko on jest atrakcją samą w sobie. Mnóstwo zieleni, urocza sadzawka i odgłosy ptactwa to zdecydowane umilacze dla spacerowicza. Ciekawym punktem jest również cmentarz koni - do chwili obecnej zachowały się 3 nagrobki, ale było ich zdecydowanie więcej. Na tak cichej i pięknej polanie można poczuć niezwykły klimat miejsca.




Po spacerze czekały nas zabiegi w hotelowym SPA. 2,5 godziny absolutnej przyjemności, a wszystko na bazie kosmetyków ILUA.


Najpierw kąpiel z pudrem różanym - hydromasaż podziałał rozluźniająco i odprężająco. Gdyby potrwał dłużej to zdecydowanie mogłabym usnąć.


Następnie zabieg na ciało - Kryształowa Tajemnica Pani Zamku Kliczków. Peeling ciała, maska do ciała, cudownie relaksujący masaż olejkami i na koniec masło do ciała. Skórę po zabiegu mam idealnie gładką i nawilżoną do dziś. Po prostu fantastyczny efekt.


Na twarz postanowiłam wybrać Złoty Sekret Marii Tacklenburg. Zabieg liftingująco-rozświetlający. Obie z koleżanką zauważyłyśmy, że nasze twarze są zdecydowanie lepiej napięte i pięknie oczyszczone, a do tego miękkie i gładkie.

O zabiegach możecie więcej przeczytać TUTAJ - ja ze swojej strony mogę powiedzieć, że panie wykonujące zabiegi zadbały o idealną atmosferę. Cenię sobie miłą rozmowę, ale nie lubię być zagadywana na śmierć. Często niestety osoby wykonujące zabiegi nie potrafią wypośrodkować porcji komunikacji. Tutaj było swobodnie i wesoło, ale z drugiej strony był też czas na totalne odprężenie i zapomnienie o otaczającym świecie.



Po wizycie w SPA skoczyłyśmy jeszcze na wspaniały gulasz z dzika do restauracji w hotelu i tuż przed nadchodzącą burzą wskoczyłyśmy w samochód, aby pożegnać to wspaniałe miejsce i wyruszyć w podróż powrotną. Z tego co w ostatniej chwili zaobserwowałam, wydaje mi się, że Zamek Kliczków można odwiedzać z psem - myślę, że to moja karta przetargowa na kolejną wizytę w tym miejscu :)

34 komentarze:

  1. Moje rejony i zawodowo moje klimaty, znaczy zabytki;) <3 Na Dolnym Śląsku jest co zwiedzać, polecam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie nasłuchałam się tylu ciekawostek, że na bank jeszcze odwiedzę te rejony :) Masz fajną pracę - ja kiedyś uwielbiałam historię, mój najulubieńszy historyk z podstawówki łapał się za głowę jak dowiedział się, że poszłam w kompletnie niehumanistycznym kierunku :D

      Usuń
  2. Dziewczyno, ale Ty masz dar do opowiadania! Minęłaś się z powołaniem z tymi kosmetykami.

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam okazję używać kiedyś próbek kilku kosmetyków Ilua i jestem nimi oczarowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale się nie dziwię - ja nadal jestem pod ogromnym wrażeniem.

      Usuń
  4. Piękne miejce, a serwowane potrawy niezwykle interesujące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto by pomyślał, że z marchewki można stworzyć takie cuda :)

      Usuń
  5. Widzę świetny relaks przed ślubem :) piękne miejsce, piękne wspomnienia. Ja nigdy w żadnym SPA nie byłam, ale życie jeszcze długie, zdążę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak - naprawdę się cieszę, że miałam taką okazję :)

      Usuń
  6. Cudowne zdjęcia i świetny wpis, czytałam go wczoraj wieczorem w łóżku do poduszki, Ten wyjazd będzie dla Ciebie na pewno niezapomniany a do wspomnień z niego będziesz często wracać pamięciom. Piękny zamek. uwielbiam historię

    OdpowiedzUsuń
  7. Chętnie skorzystałabym z takich zabiegów na ciało :)
    Jeśli możesz, kliknij w linki w najnowszym poście, dzięki ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak tam pięknie i klimatycznie. Jak z jakiejś baśni. Wspaniałe miejsce. Idealne na taki relaksujący weekend. Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  9. wow ale wspaniałe, klimatyczne miejsce :-) zazdroszczę zabiegów, musiało być niezwykle relaksująco :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Spa, zwiedzanie zamku, aż zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękne miejsce i fajne atrakcje. Super sprawa :)

    OdpowiedzUsuń
  12. I pomyśleć, że to ode mnie rzut beretem, a nigdy nie byłam :P Wstyd :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Widziałam zdjęcia na Twoim instagramie, i powiem Ci, że mocno pozazdrościłam :) piękne miejsce!

    OdpowiedzUsuń
  14. Tylko pozazdrościć :D Piękne, klimatyczne miejsce :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Ale wspaniała relacja :) Przepiękne zdjęcia i przepiękne miejsce. Będę kiedyś musiała się tam wybrać bo szczerze mówiąc nigdy nie byłam w żadnym zamku a zawsze było moim marzeniem by spędzić chociaż jedną noc w takim miejscu ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Piękne zdjęcia,piękne klimaty,piękna relacja.

    OdpowiedzUsuń
  17. Super miejsce widząc zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ale cudny klimat :) Dobrze Wam :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Przepiękna okolica! Chciałabym tam kiedyś pojechać.

    OdpowiedzUsuń
  20. Z tego co dobrze pamiétam ,to na tym zdjęciu na koniku rozmazana osoba to Aleksandra Łabędź z sekcji historycznej. Piękne opisane , aż za szybko się czyta.Pozdtrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za informację, przyznam, że tego nie zarejestrowałam :) Bardzo mi miło, że post przypadł do gustu :)

      Usuń
  21. Kiedy wyniki konkursu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, wyniki pojawią się z opóźnieniem - jestem w trakcie przygotowań do ślubu i niestety nie wyrobiłam się z publikacją.

      Usuń
  22. Fantastyczne miejsce, z przyjemnością czytało się Twoją relację. Jestem ciekawa jak smakuje pokrzywa w cieście :D Kosmetyków Ilua kompletnie nie kojarzyłam do dzisiaj, niektóre z nich mają naprawdę ciekawe nazwy :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2017 Kaczka z piekła rodem