10.11.18

Pielęgnacja o uzależniającym zapachu - Organique balsam do ciała z masłem shea Black Orchid i krem do ciała Sea Essence

O mazidłach do ciała piszę raz na ruski rok bo zużycie mam tak "gigantyczne", że i tak większość dokańcza po mnie mama bo inaczej by się zmarnowały. Z reguły większość albo mi się za słabo wchłania, albo daje uczucie lepkości, albo męczy mnie zapach bla bla bla... Od kiedy jednak poddaję się laserowej depilacji, mam zdecydowanie większą potrzebę odżywiania ciała. Już na wstępie muszę zaznaczyć, że zdjęcia robiłam wieki temu, jeszcze starym aparatem. Opakowania wylizałam do cna, ale byłabym zwyczajną fujarą gdybym nie opowiedziała Wam o nich, a w szczególności o balsamie do ciała  z masłem shea Black Orchid. Bo rewitalizujący krem do ciała Sea Essence choć całkiem przyjemny, nie był w stanie pobić zapachu czarnej orchidei.


Generalnie Organique to marka, za którą bardzo przepadam. Uwielbiam kosmetyki naturalne - choć czasami grzeszę, to i tak 90% mojej pielęgnacji stanowią tylko dobre składy. Nie wytrzymam więc i muszę zacząć od mojego absolutnego ulubieńca czyli od balsamu do ciała z masłem shea.


Choć z masłem shea miewam różne stosunki, to tutaj całość wygrał zapach. Ja wiem, że w kosmetykach pielęgnacyjnych odgrywa on drugą jak nie trzeciorzędną rolę. Black Orchid jednak po prostu rzuca na kolana. Perfumeryjny, otulający - wielokrotnie zupełnie rezygnowałam z perfum!


Sam balsam dostępny jest w dwóch pojemnościach - 100 i 200 ml. Ja posiadałam tę mniejszą, a i tak dzięki swojej mega zbitej konsystencji okazał się być bardzo wydajny. Po dosłownie "uskrobaniu" palcem odrobiny kosmetyku, szybko topi się pod wpływem temperatury do płynnego olejku. Aplikacja jest więc ekspresowa.



Emolientowy skład daje natychmiastowy efekt ukojenia, odżywienia i uelastycznienia skóry. Jeśli macie problem z przesuszeniami ( pozdrawiam serdecznie ) to balsam działa dosłownie jak opatrunek - cała suchość znika natychmiast. Trzeba zaznaczyć, że jest to produkt z gatunku bogatszych i cięższych. Nie koniecznie do codziennego użytku bo może nieco obciążać skórę. Wszystko oczywiście zależy od jej rodzaju. Tłustawa warstewka na jej powierzchni również pozostaje - jak to przy olejowych formułach. Jest jednak nieoceniony szczególnie w okresach kaloryferowych potworów. Chroni skórę przed wysuszeniem, a ten zapach po prostu rozkłada na łopatki.



100 ml kupicie za ok. 37 zł. Generalnie może się wydawać, że to dość spora cena jak na tę pojemność jednak olbrzymia wydajność szybko broni produkt. 


Rewitalizujący krem do ciała Sea Essence jakoś tak na początku omijałam. Stał w zapasach i stał i stał... wreszcie sięgnęłam po niego na sam koniec wakacji no bo "Sea Essence" do czegoś zobowiązuje. Cóż, listopad to wszak idealna pora na pisanie o wakacyjnych kosmetykach hehe. Myślę jednak, że to zapach z gatunku świeżych i tak uniwersalnych, że można używać go przez okrągły rok. Nie każdy też robi zimową rewolucję w kosmetyczce i zmienia wszystkie warianty zapachowe wokół. 



Krem ma pojemność 200 ml. Tak jak w przypadku kolegi powyżej, wygodne, zakręcane opakowanie pozwala na zużycie produktu do ostatniej kropli. Formuła jest dużo lżejsza. Kremowa i lekka. To kosmetyk totalnie różny od balsamu do ciała. Nijak w zasadzie nie można ich porównywać. Krem szybciutko się rozsmarowuje, ekspresem wchłania i nie pozostawia lepkiego filmu. Nie działa może tak ochronnie , ale za to daje lepsze, długofalowe nawilżenie. Skóra szybko staje się sprężysta i miękka. Myślę, że to idealna formuła nie tylko dla kobiet, które nie lubią balsamów, ale i dla mężczyzn. Ma wszystkie atuty łącznie z zapachem unisex. 


Za 200 ml zapłacimy 69,90 zł - wszak to kosmetyk naturalny.


Gdybyście zapytały mnie, który poleciłabym bardziej to musiałybyście najpierw podać rodzaj skóry i preferencje bo tak jak wspominałam, to dwa zupełnie różne produkty. Balsam jest cięższy, mocno odżywczy i natłuszczający. Krem lekki, szybko się wchłaniający i ujędrniający skórę. Ja w tym przypadku absolutnie lecę na zapach czarnej orchidei, więc dla mnie ponowny zakup jest jasny.


A Wy lubicie zapachowe kosmetyki do ciała? Czy może jest Wam to zupełnie obojętne?

14 komentarzy:

  1. Ale piękne zdjęcia. Lubię ich kosmetyki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dzięki, jeszcze stare, ale jakoś dają radę. Też przepadam za Organique.

      Usuń
  2. Ciekawi mnie zapach czarnej orchidei:) ja póki co miałam chyba tylko jeden produkt tej marki. Sprawdził się super, nie wiem czemu nie robię tam zakupów:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest po prostu wyjątkowy. Rzadko lecę na zapachy w kosmetykach, ale ten niesłychanie mi się podoba.

      Usuń
  3. Uwielbiam Organique, a zapach czarnej orchidei mnie uzależnił ♡♡♡ Dotychczas miałam tylko olejki i mydełko, chętnie zaopatrzę się też w masełko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo cieszę się, że nie tylko ja mam takie odczucia :D

      Usuń
  4. Mam wrażenie, że ostatnio moja skóra jest bardzo przesuszona. Wcześniej mi się to nie zdarzało :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co u mnie też jakby gorzej. Ciężko jej chyba po lecie.

      Usuń
  5. Kiedyś czesto siegałampo marke i bardzo lubiłam nawilżacze do ciała ale osttanio jakos o nich zapomniałam :P Jedyne czego nie lubiłam to tych musów z cukrem do peelingowania- gdyby były z solą to miałabym ideał a ten cukier no masakra dla mojej skóry :F

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mówili, że jestem dziwna, że wolę solne :D A co do Organique - był szał i moda, a teraz moda mocno opadła tak jak na wiele innych firm :)

      Usuń
  6. Miałam to masło, albo i mam jeszcze gdzieś, jaki to cudny zapach.
    A z serii sea mijałam peeling i musiałam go trochę tuningować, ale był ok

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ta morska wersja nie uwiodła mnie aż tak, ale czarna orchidea jest boska :)

      Usuń

Copyright © 2017 Kaczka z piekła rodem