31.5.19

Oczyszczający towarzysz "na dobranoc" - It's Skin Green Tea Calming Foam

Szał na azjatyckie kosmetyki zdaje się nie mijać - przyznam, że w gąszczu najróżniejszych marek, ciężko się na coś zdecydować, tym bardziej, że łatwo można wdepnąć we wcale nie najlepszy skład. Pokazywałam Wam jakiś czas temu na Insta krem I'ts Skin z linii Caviar, który towarzyszy mi w wieczornej pielęgnacji. W zeszłym miesiącu do kremu dołączyła oczyszczająca pianka Green Tea Calming. Ponieważ jest już na wykończeniu, zmobilizowałam się, żeby wreszcie o niej napisać, bo przez tą przeprowadzkę i ogarnianie spraw zawodowych naprawdę nie mogę się z niczym wyrobić.


Opakowanie, pojemność i komfort używania 

Opakowanie kosmetyku to miękka tuba o pojemności 150 ml. Powiem szczerze, że naprawdę lubię kosmetyki do mycia twarzy w tubie - można łatwo zużyć je do ostatniej kropli, w przeciwieństwie do wygodnej pompki, która zostawia kupę kosmetyku na dnie. 


Zapach i konsystencja 

Konsystencja to taka jakby gęsta pasta. Wystarczy odrobinę, a w kontakcie z wodą faktycznie zamienia się w gęstą, puszystą piankę. Zapach jest mega przyjemny - delikatny, świeży i relaksujący. W kwestii kosmetyków do pięlęgnacji twarzy jest to dla mnie kwestia raczej trzeciorzędna, jednak powiedzmy sobie szczerze - składy składami, ale nikt nie lubi śmierdzieli...


Działanie

Po piankę sięgam z reguły przy wieczornym demakijażu choć zdarza mi się również rano. Bardzo szybko i komfortowo oczyszcza cerę. Świetnie usuwa makijaż w duecie z sebum nagromadzonym w ciągu dnia. Peelingujące drobinki to raczej taki ozdobnik bo jest ich kilka na krzyż i robią raczej za relaksujący masaż. Czasami bywa tak, że pierwsze dwa-trzy użycia są OK, a później kosmetyk zaczyna wysuszać i podrażniać. Tutaj absolutnie nie zaobserwowałam negatywnego działania. Strasznie podoba mi się szybkość działania - po całym dniu latania za moim hiper aktywnym maluchem, mam ochotę tylko paść jak długa do łóżka - cenię sobie więc ekspresowy, ale zarazem skuteczny demakijaż. I to zapewnia mi ta pianka.


Skład

No nie byłabym sobą gdybym się nie przyczepiła do paru szczegółów - kilka składników bym wywaliła albo zamieniła na inne. Nie jestem 100% naturalną purystką i w kwestii produktów "spłukiwanych" nie jestem tak ortodoksyjna.


Cena pianki to 42 zł i zgarniecie ją na Beautyikon. Myślę, że to jeden z ciekawszych produktów firmy It's Skin.

Jakie są Wasze ulubione, azjatyckie marki? Macie swoich faworytów?

16 komentarzy:

  1. na pewno też polubiłabym ten kosmetyk, nie znam się na składzie ale działanie jest najważniejsze. piękne zdjęcia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie w kwestii oczyszczania to ja nie zawsze mam cierpliwość do składów - szukam jak najlepszych, ale czasami przymknę oko na gorsze substancje pod warunkiem, że produkt spełnia moje oczekiwania. Nie ma nic gorszego niż rano obudzić się i zobaczyć, że ma się niedomytą pandę pod oczami :(

      Usuń
  2. Ja dopiero zaczynam się lepiej poznawać z azjatyckim markami

    OdpowiedzUsuń
  3. Do tej pory niewiele miałam styczności z kosmetykami azjatyckimi. Przyznam, że jakoś nie bardzo wiem jak się do nich zabrać i po co warto na początek sięgnąc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie zaczęło się od aloesu i masek w płachcie, miałam też świetny olejek do zmywania mocnej tapety. Teraz marzą mi się sleeping packi czyli te maski całonocne :)

      Usuń
  4. Nie mam swoich ulubionych azjatyckich marek, ale ten produkt chetnie bym przetestowala. Szybkość działania mnie zachęca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No szczególnie wieczorem to jest taka ulga, że chwila moment i twarz gotowa :)

      Usuń
  5. Działanie mnie zachęciło do wypróbowania tego kosmetyku 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ostatnio bardzo cenię sobie produkty, które szybko działają - szczególnie wieczorem, gdy moje łóżko woła mnie tęsknie :D

      Usuń
  6. Ja nie za bardzo znam się na azjatyckich markach.Z kosmetykami też nie miałam styczności :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też do ekspertów nie należę, guru jest raczej intrendo :)

      Usuń
  7. Ciekawy produkt :) Mam taki peeling nawilżający właśnie z dobrym składem, ale za to okropnie śmierdzi :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Azjatki wiedzą jak dbać o cerę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ma cudowną szatę graficzną - nie mogę oderwać oczu! A działanie jak piszesz, też zacne:)
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo lubię azjatyckie marki takie jak np. Yoskine, Elizavecca, Seasim :D

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2017 Kaczka z piekła rodem